Sycylia od dawna była na liście miejsc, które chcieliśmy zobaczyć. Piękne plaże, słoneczna pogoda, wiele ciekawych miejsc do zwiedzenia i fantastyczni ludzie – to wszystko sprawiło, że zdecydowaliśmy się właśnie tam spędzić tegoroczny urlop.


Autor: Kinga Gwózdek zainspirowana jako dziecko programami przyrodniczymi obecnie realizuje swoje marzenia o podróżach. Miłośniczka zwierząt, amatorka gier planszowych i niebanalnych przepisów kulinarnych.


Z racji tego, że wyjeżdżaliśmy we czwórkę, musieliśmy ustalić dogodny termin, a nie było to łatwe. Początkowo planowaliśmy udać się na wschód wyspy, do Katanii, jednak daty wylotów Wizzaira kolidowały nam z innymi planami. Z pomocą przyszedł Ryanair, który dwa razy w tygodniu (czwartki i niedziele) lata do Trapani, miejscowości położonej na północnym zachodzie Sycylii, tuż przy wyspach Egadzkich.

Włochy – świetne miejsce na wakacje
Lot rezerwowaliśmy około półtora miesiąca wcześniej, dzięki czemu koszt w dwie strony wyniósł nas nieco ponad 400zł od osoby. Nocleg w „Residence Cortile Mercè” znaleźliśmy na booking.com (zobacz opis) i takim sposobem byliśmy gotowi, aby stanąć na sycylijskiej ziemi w terminie od 18 do 25 czerwca.

Start z lotniska w Modlinie. Fot. Marcin Gwózdek

Start z lotniska w Modlinie. Fot. Marcin Gwózdek

Hotel Residence Cortile Merce. Fot. Marcin Gwózdek

Hotel Residence Cortile Merce. Fot. Marcin Gwózdek

Na lotnisku Trapani – Birgi byliśmy o 23:20 (leci się trzy godziny), gdzie czekał na nas zamówiony przez hotel taksówkarz. Wesoły Włoch zagadywał nas po angielsku i chociaż nie znał zbyt wielu słów, nie sprawiało to problemów w komunikacji, a podróż minęła bardzo sympatycznie. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu.

Po zakwaterowaniu i zostawieniu bagaży, postanowiliśmy wyjść na miasto, aby znaleźć coś do jedzenia. Hotel znajduje się na starym mieście. Po wejściu w wąskie uliczki szybko usłyszeliśmy muzykę i gwar rozmów, więc ruszyliśmy w ich kierunku.

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Typowy wieczór Sycylijczyków
Byliśmy pod wrażeniem ilości młodych Włochów bawiących się w okolicznych knajpkach w czwartek po północy. Już pierwszego dnia mieliśmy okazję zetknąć się z typową włoską atmosferą, gdyż – co ważne – w Trapani jest stosunkowo mało zagranicznych turystów. Dowodzi tego chociażby fakt, że w barze, który oferował po północy coś do jedzenia, menu było tylko w języku włoskim, właściciel i jego żona robiący lokalne kanapki nie potrafili powiedzieć nawet słowa po angielsku, a nasza czwórka była jedynymi zagranicznymi klientami.

Samo czekanie na kanapkę było swoistym doświadczeniem, gdyż na jedną czekaliśmy chyba z 10 minut, a nasz Włoch w ogóle nie przejmował się upływającym czasem i tylko pokazywał z uśmiechem, że na pewno będzie pyszna. Szczerze mówiąc bardzo nam to odpowiadało, bo mogliśmy z bliska zobaczyć jak wygląda życie Sycylijczyków.

Włochy: co warto zwiedzić na Sycylii? Oto plan podróży
Następnego dnia rano postanowiliśmy pojechać kolejką linową do miasteczka Erice. Jest to średniowieczne miasto położone na szczycie Monte San Giuliano 751 m n.p.m. Jego mikroklimat sprawia, że nad Erice prawie zawsze wiszą ciężkie chmury, a temperatura jest zdecydowanie niższa niż w Trapani.

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Chmury w drodze do Erice. Fot. Marcin Gwózdek

Chmury w drodze do Erice. Fot. Marcin Gwózdek

Miasteczko jest dość specyficzne. Z jednej strony wspaniałe widoki, wąskie, średniowieczne uliczki i domy kryte dachówkami, z drugiej bardzo surowa architektura, wrażenie zaniedbania, pustki i atmosfera jak z „Silent Hill”.

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Przy głównych uliczkach masa turystów, a już kilka kroków dalej nie ma żywego ducha, a domy wyglądają na dawno opuszczone.

Erice słynie ze wspaniałych wypieków, będąc tam trzeba wstąpić do cukierni Marii Grammatico – „Pasticceria di Maria” i spróbować doskonałych ciastek genovesi oraz typowych dla Sycylii cannoli.

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Marsala wita
W planie naszej podróży była również Marsala oraz znajdujące się po drodze do niej saliny.

Saliny są to baseny z wodą morską, z której pozyskiwana jest sól. Historia pozyskiwania soli w okolicach Trapani sięga prawdopodobnie czasów Fenicjan – 3 tys. lat temu. Szczegółów na temat tego, jak wyglądał cały proces dowiedzieliśmy się w Museo del Sale i była to bardzo ciekawa lekcja.

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Muzeum znajduje się w gminie Passeco, pomiędzy rozległymi terenami zalanymi wodą i malowniczo porozrzucanymi między nimi wiatrakami. Dojazd do muzeum jest bardzo słabo oznaczony, szukaliśmy go posiłkując się GPS’em i postawionymi gdzieniegdzie kierunkowskazami, ale warto było zadać sobie odrobinę trudu.

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Następnie pojechaliśmy do Marsali, miasta słynącego z wina o tej samej nazwie oraz parku archeologicznego, w którym w muzeum Baglio Anselmi można oglądać fragmenty fenickiego statku.

Marsala bardzo przypadła nam do gustu. Z pierwszym sympatycznym akcentem spotkaliśmy się 10 minut po wyjściu z samochodu, gdy po zakupie 2l butelki wody sprzedawczyni zatrzymała nas przy wyjściu ze sklepu i podała dodatkowo jednorazowe kubeczki .

W Marsali stare miasto jest dużo bardziej zadbane i czyste niż starówka w Trapani, znajduje się tam wiele urokliwych placów i kościołów.

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Spacerując wąskimi, kamiennymi uliczkami pośród domów w kolorze ochry, trafiliśmy do wspomnianego wcześniej parku archeologicznego. Wstęp kosztuje 4 euro i były to bardzo dziwnie wydane pieniądze.

W parku, zajmującym obszar kilku hektarów, byliśmy jedynymi zwiedzającymi! Byłoby super, gdyby nie fakt, że wszystkie tablice informacyjne były wypalone przez słońce i nie dało się z nich nic przeczytać, a odkopane starożytne mozaiki oraz cmentarz zostały zarośnięte przez trawę.

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

W pewnym momencie z trawy wprost na nas wybiegła jaszczurka goniona przez węża. Wszyscy zamarliśmy (łącznie z wężem i jaszczurką),  całe szczęście wąż wystraszył się nas bardziej niż my jego i uciekł, przy okazji rezygnując z dalszego polowania. Po tym incydencie zauważyliśmy, że było ich tam znacznie więcej, co powodowało lekki dyskomfort.

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

W samym muzeum również świeciło pustkami. Osławiony statek punicki to raptem kilka desek i nie zrobił na nas chyba większego wrażenia, bo zapomnieliśmy zrobić mu zdjęcia ;). Oprócz niego jest tam wiele innych eksponatów, w tym porośnięte rafą koralową i muszlami amfory.

Fot. Marcin Gwózdek

Fot. Marcin Gwózdek

Generalnie wejście do Baglio Anselmi było bardzo ciekawym doświadczeniem. Przede wszystkim zobaczyliśmy, że Sycylijczycy bardzo na luzie podchodzą do życia i dbanie o starożytne zabytki nie jest dla nich priorytetem ;).

Po raz kolejny przekonaliśmy się także, że zachód Sycylii nie jest jeszcze bardzo rozwinięty turystycznie, co bez wątpienia jest jego wielką zaletą.

Czas na plażę!
Trzeci dzień naszego pobytu na Sycylii postanowiliśmy spędzić na plaży….

Zobacz drugą część relacji ze zwiedzania Sycylii >